Przeglądarka może nie wspierać wyświetlania tego obrazu.

Tematy

 

 
Patrycja Nalepa

Podsumowanie 
W jakim kierunku rozwijają się sieci handlowe w Polsce? Gdzie otwiera się najwięcej nowych sklepów, jakie formaty zyskują na znaczeniu i do czego prowadzą kolejne przejęcia – rozmawiamy o tym z Patrycją Nalepą (PMR), analitykiem handlu detalicznego.
 

Jaki jest najbardziej widoczny trend na rynku sieci handlowych w Polsce? 
 
Głównym trendem jest sam rozwój sieci: rozwój gospodarczy i wzrost płac przekładają się na wzrost popytu i sprzedaży detalicznej. To zachęca detalistów do inwestowania w swoje sieci i otwierania kolejnych sklepów, aby być coraz bliżej klienta. Sieci rozwijają się też między innymi dzięki producentom, zwłaszcza odzieży, którzy zmieniają profil swojej działalności z firm typowo produkcyjnych na firmy handlowo-marketingowe. Skupiają się na tworzeniu i zarządzaniu markami, budowaniu sieci sprzedaży, a produkcję częściowo bądź w całości zlecają na zewnątrz – czy to w Polsce, czy za granicą.

Patrycja Nalepa  
Analityk handlu detalicznego, PMR  
 
Absolwentka Akademii Ekonomicznej w Krakowie i Avans University w Holandii. Jako analityk handlu detalicznego w PMR Ltd. przygotowuje analizy poszczególnych rynków polskiego handlu. Jest autorką między innymi takich raportów, jak „Non-food retail Poland 2006”, „Handel detaliczny artykułami wyposażenia wnętrz w Polsce 2008” i „Handel detaliczny odzieżą i obuwiem w Polsce 2008”. Wcześniej pracowała jako redaktor newsletterów traktujących o handlu detalicznym w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech: „Retail Update Poland” i „Central Europe Retail Update”.

 

 

Ciągłe otwieranie nowych sklepów powoduje jednak, że wielkie miasta powoli stają się nasycone placówkami największych sieci i coraz mniej jest w nich miejsca na nowe duże sklepy. Dlatego detaliści wchodzą teraz do mniejszych miejscowości, miast o znaczeniu regionalnym, w których powstaje coraz więcej centrów handlowych.

Przykładem tej tendencji są kryteria wyboru lokalizacji kolejnych sklepów sieci wyposażenia wnętrz Jysk: kiedyś dolną granicą była liczba 90 tysięcy mieszkańców miasta, w którym nowy sklep miałby być budowany, teraz jest to już 30 tysięcy.

Również firma Komfort otwiera sieć franczyzową w miastach o liczbie mieszkańców pomiędzy 30 a 50 tysięcy. Podobnie przebiega rozwój sieci salonów meblowych Vox. To trzy przykłady ekspansji do mniejszych miejscowości. Wspomniane sieci nie rezygnują z dużych sklepów, ale inwestują też w mniejsze. W największych miastach robi się po prostu coraz ciaśniej, a dużych centrów handlowych prawie tam nie przybywa.  
 
Czyli detaliści wciąż związani są mocno z centrami handlowymi i to razem z nimi migrują do mniejszych miast? 
 
Deweloperzy przenoszą swoją działalność poza największe aglomeracje, a detaliści podążają za nimi, rezerwując lokale z wyprzedzeniem w kolejnych planowanych i nowo budowanych centrach handlowych. W tej chwili na celowniku są takie miasta, jak Białystok, Rzeszów, Lublin, czy nawet mniejsze: Częstochowa, Płock i Opole. Miast o takiej wielkości jest zdecydowanie więcej niż tych największych.

Ostatnio otwarte duże centra to np. Złote Tarasy w Warszawie i Manufaktura w Łodzi. Takich dużych otwarć nie będzie już zbyt wiele. Wprawdzie buduje się jeszcze Malta w Poznaniu i Bonarka w Krakowie, ale najwięcej nowych centrów będzie znajdowało się poza największymi aglomeracjami. Dlatego w tej chwili oferta, powiedzmy, odzieży markowej staje się dostępna również dla klientów w mniejszych miastach. 
 
Jak zatem wygląda walka o klienta w dużych miastach? 
 
Oczywiście nie jest tak, że w największych miastach zupełnie nikt nie otwiera już nowych sklepów. Po pierwsze, nowe, wchodzące na rynek marki koncentrują się właśnie na dużych ośrodkach: Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu. Pierwszy sklep każdej zagranicznej marki odzieżowej powstaje niemal zawsze w Warszawie. 
 
Po drugie, wiele sieci wprowadza mniejsze formaty sklepów. Jest to szczególnie widoczne wśród sieci spożywczych, ale przykładem takiego posunięcia są też sklepy Bricomarché i Bricoman, uruchomione przez właścicieli Castoramy wspólnotę niezależnych przedsiębiorców Muszkieterowie oraz Leroy Merlin. W dużym mieście łatwiej teraz ulokować mały sklep, natomiast w małych miejscowościach utrzymywanie sklepu o powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych po prostu nie ma uzasadnienia ekonomicznego. 
 
Jakie inne formaty sklepów pojawiają się na rynku? Czy duże są pod tym względem różnice między poszczególnymi branżami?  
 
Najwięcej zamieszania z formatami jest w sieciach spożywczych. Ciągle powstają nowe i czasami trudno wręcz zaklasyfikować konkretne sklepy do standardowych formatów – czy to już hipermarket, hipermarket dyskontowy, supermarket czy jeszcze coś mniejszego... W sieciach niespożywczych nie ma takiej nomenklatury i takich podziałów. Są po prostu duże placówki, jak H&M czy Reserved, i małe butiki. Panuje tu spora dowolność.  
 
Czy ograniczenia prawne mają jakiś wpływ na rynek? 
 
Największy wpływ na rozwój sieci miała wywrzeć ustawa o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych (WOH). Ustawa miała zahamować rozwój sieci zagranicznych i wymierzona była przeciwko obcym podmiotom. Ale przecież polscy właściciele supermarketów o powierzchni od tysiąca do dwóch tysięcy metrów kwadratowych też byli jej przeciwni, bo przeszkadzała im w rozwoju.

Niektóre firmy miały nawet zawiesić swoje plany inwestycyjne z uwagi na nowe przepisy. IKEA rozważała przeniesienie inwestycji do innego kraju ze względu na to, że otwarcie każdego sklepu powyżej 2 000 m2 miało być okupione długą drogą biurokratyczną. Ustawa została zakwestionowana przez Trybunał Konstytucyjny, więc inwestycje powinny być kontynuowane. 
 
Zauważa pani pewne tendencje na Zachodzie, które prawdopodobnie niedługo dotrą do Polski?  
 
Jedną z takich tendencji może być rozwój sklepów typu convenience. W polskich mediach pojawiały się pogłoski, że do Polski ma wejść sieć convenience 7-Eleven. Nic takiego nie nastąpiło i na razie nikt nie ma takich planów, ale segment convenience rzeczywiście szybko się rozwija. Takie sieci jak abc, Żabka, może też Groszek są bardzo przyszłościowymi sklepami.

Coraz częściej mówi się o tym, że Polacy doceniają możliwość zrobienia zakupów blisko domu, że cenią sobie czas i wygodę. Nie można powiedzieć, że rezygnują z zakupów w supermarketach, ale sklepy osiedlowe, oferujące wybór najpotrzebniejszych produktów, na pewno mają rację bytu na rynku i sporą szansę na rozwój.  
 
Czy polski rynek ma jakąś charakterystyczną cechę, która wyróżnia go na tle Europy? 
 
Tak, w porównaniu do krajów zachodnich świetnie trzymają się u nas małe, tradycyjne sklepy spożywcze. Na Zachodzie nowoczesny format, czyli hiper- i supermarkety oraz dyskonty, stanowi od 60 do 80% sprzedaży rynku spożywczego. W Polsce jest to tylko około 30%. Wynika to z charakterystycznego rozmieszczenia ludności w Polsce.

Stosunkowo niewielka jest liczba osób mieszkających w największych miastach. Duża część populacji mieszka w małych miastach lub na wsiach, gdzie nie weszły jeszcze duże formaty i gdzie nie opłaca się budować hipermarketów. Ludzie nadal robią tam zakupy w małych, tradycyjnych polskich sklepach. Na Zachodzie takie sklepy już dawno straciły swoją pozycję.  
 
Pewnie sytuacja będzie zmieniać się szybko na ich niekorzyść również w Polsce... 
 
Niekoniecznie. Na pewno małe sklepy nie znikną za rok czy dwa – wciąż mają ponad 50-procentowe udziały w sprzedaży. Dodatkowo sklepy te zrzeszają się, tworząc sieci franczyzowe, co pomaga im w przetrwaniu i sprostaniu konkurencji rynkowej. Oczywiście nowoczesne formaty zyskują udziały w rynku, ale też poprzez otwieranie mniejszych placówek.

W mniejszych miastach zagraniczni detaliści otwierają najczęściej kompaktowe hipermarkety i supermarkety o powierzchni od 400 m2 do 3 000 m2. Ponadto wyjątkowo szybko rozwija się obecnie format supermarketów, który zdominowany jest zresztą przez polskich detalistów (oprócz sieci Intermarché), jakich jak Delikatesy Centrum, Stokrotka, POLOmarket, Alma, Piotr i Paweł czy Bomi.  
 
Czy zachodzą jakieś zmiany w kwestiach własnościowych? 
 
W sektorze spożywczym ma miejsce postępująca konsolidacja. Ostatnio Emperia przejęła organizatora sieci Lewiatan i wciąż umacnia swoją pozycję. Wcześniej dochodziło do przejęć między zagranicznymi podmiotami, bo wycofał się Geant i Hypernova, a także Plus przejęty przez Jeronimo Martins. Ruchy konsolidacyjne widać też w sektorze odzieżowym. Największy gracz na rynku, LPP, kupił Artmana. Vistula i Wólczanka zrealizowały dość kontrowersyjne i szeroko komentowane przejęcie Kruka. 
 
Konsolidacja służy budowaniu grup marek. Jest ich już całkiem sporo, bo swoją grupę marek budują: Monnari, Gino Rossi, Vistula i Wólczanka, największa firma obuwnicza w Polsce NG2 oraz inne firmy mające kilka marek w portfolio. Konsolidacje rozpoczęły się jakieś dwa lata temu i w tej chwili przybierają na sile.

***

PMR to firma specjalizująca się w dostarczaniu wysokiej jakości informacji rynkowych oraz usług przedsiębiorstwom zainteresowanym krajami Europy Środkowo-Wschodniej i innymi wschodzącymi rynkami. Do głównych obszarów działalności PMR należą: wydawanie publikacji biznesowych, świadczenie usług konsultingowych i badania rynku. Obecna na rynku od ponad 13 lat i będąca właścicielem portali informacyjnych, które należą do najczęściej odwiedzanych, PMR jest jedną z największych firm w swojej branży w Europie Środkowo-Wschodniej. 

T.Gregorczyk, Mniejsi trzymają się mocno, "MpK-T", nr 235, 16-10-2008, http://www.marketing-news.pl/theme.php?art=811

 

 

     Naszą stronę odwiedziło    osób.